Stomil Olsztyn nie zdobył awansu do III ligi po barażowym meczu w Mińsku Mazowieckim. Po spotkaniu przeprowadziliśmy rozmowy z trenerami obu drużyn na temat ostatniego meczu w tym sezonie.
Michał Kraszewski, trener Stomilu:
- Nie udało nam się awansować do trzeciej ligi, przegrywając dzisiejszy mecz 0:1. Dlaczego tak się stało? To pytanie wymaga głębszej analizy. Dzisiaj zostawiliśmy na boisku całe serce. Zawodnicy dali z siebie wszystko, tak jak w całym sezonie, odkąd objąłem stanowisko trenera. Taki jest sport – w finale zawsze ktoś wygrywa, a ktoś przegrywa. Ostatecznie o wyniku zadecydował gol stracony w doliczonym czasie pierwszej połowy. Chciałbym podkreślić, że mojemu zespołowi należą się brawa za zaangażowanie i przygotowanie do tego meczu. Cel awansu nie został zrealizowany, ale trzeba spojrzeć na tę sytuację z wielu perspektyw.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Z tym „maksimum” bym polemizował. Możliwe, że to kwestia zmęczenia na końcówce sezonu, co wpłynęło na naszą strategię w ataku. Przed meczem wielu skazywało nas na porażkę, a Mazovia była do pokonania, dlatego tym bardziej boli, że nie udało nam się doprowadzić do dogrywki.
- Myślę, że sam odpowiedziałeś na swoje pytanie. Skoro wszyscy przewidywali naszą porażkę, a my walczyliśmy o remis do samego końca, to świadczy o determinacji zespołu. Mieliśmy pomysł na grę i stworzyliśmy sobie szanse. Rozumiem frustrację, wszyscy jesteśmy zawiedzeni. O wyniku zadecydował jeden mecz i jeden błąd w doliczonym czasie pierwszej połowy, który rywale wykorzystali.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Chciałbym zapytać o Piotra Łysiaka. Czy miał wcześniej problemy z przywodzicielem? I czy Jakub Mosakowski rzeczywiście nie mógł wystartować w podstawowym składzie?
- Nasza zasada jest taka, że jeśli zawodnik ma uraz i nie jesteśmy pewni jego gotowości, wolimy, aby rozpoczął mecz od pierwszej minuty, mając w rezerwie opcję – którą dzisiaj był Kuba. W przeciwnym razie, jeśli Łysiak wszedłby z ławki i musiałby szybko zejść, stracilibyśmy zarówno zawodnika, jak i możliwość zmiany. Dlatego w przypadku kontuzji decydujemy się na gracza od początku. Nie wiem, co zmieniłoby pozostawienie Łysiaka na ławce, ale mogę odnieść się do tego, jeśli doprecyzujesz pytanie.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Już w 8. minucie musieliśmy dokonać zmiany, co mogło wpłynąć na grę zespołu.
- Byliśmy na to przygotowani, ponieważ Piotrek poczuł przywodziciel w meczu z Grajewem – doznał urazu dosłownie w ostatniej akcji tamtego spotkania. Przez te kilka dni zrobiliśmy wszystko, aby go wyleczyć, ale uraz okazał się poważny. Na taką ewentualność mieliśmy przygotowanego Kubę Mosakowskiego, który wszedł na boisko i stanął na wysokości zadania.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Jak wygląda przyszłość Stomilu? Czy trener będzie prowadził zespół w nowym sezonie i jakie są plany na okres przygotowawczy?
- Jesteśmy dopiero pół godziny po meczu. Plan przygotowań jest już opracowany – mamy zaplanowane sparingi i wiemy, kiedy wznowimy treningi. W najbliższych dniach dowiemy się, jak potoczy się sytuacja i czy to ja będę dalej prowadził zespół. Oczywiście bardzo bym tego chciał. Mimo że nie zrealizowaliśmy głównego celu, wyniki mojej kadencji bronią tej pracy. Od mojego przyjścia punktowaliśmy najlepiej w lidze, mając najlepszą defensywę i ofensywę. Zabrakło nam jednej bramki. Jako Stomil zawsze gramy o zwycięstwo. Dziś nie osiągnęliśmy najważniejszego celu, ale musimy pamiętać, z jakiego punktu startowaliśmy. Czuję w sobie ogromną motywację, by kontynuować projekt w przyszłym sezonie.
Damian Guzek, trener Mazovii:
- Na początku dziękuję za gratulacje. Mecz miał ogromne znaczenie – zarówno dla Stomilu, który jest renomowanym klubem, jak i dla nas, gdzie presja jest wysoka. To było trudne starcie, co było widoczne po zawodnikach. Wiele momentów na boisku było nerwowych i pełnych błędów, które normalnie nam się nie zdarzają. Spotkanie było wyrównane. Pierwsza połowa przypominała piłkarskie szachy, z wieloma podaniami na wolne pole. Do przerwy to my byliśmy lepsi o jedną bramkę, co dało nam dobre nastroje w szatni. W drugiej połowie niepotrzebnie oddaliśmy pole gry i Stomil dłużej utrzymywał się przy piłce, szukając szans w dośrodkowaniach. Na to byliśmy przygotowani, analizując grę rywali. Cieszę się, że dowieźliśmy prowadzenie 1:0 do końca, choć na początku drugiej połowy mogliśmy zamknąć mecz.
Emil Marecki (stomil.olsztyn.pl): Czy Stomil zaskoczył trenera w tym meczu?
- Nie, byliśmy w pełni przygotowani. Mieliśmy obserwatorów na meczach rywali i wykorzystaliśmy wiele materiałów wideo do analizy. Wszystkie aspekty gry były nam znane. Jednakże, jak reagują zawodnicy na te informacje na boisku, to inna sprawa. Uważam, że ranga meczu i związana z nim presja była przytłaczająca dla obu drużyn.

